piątek, 13 maja 2011

5.

- Jesteś głodna? – domyślił się Piotr, ponieważ Aniela wierciła się niecierpliwie i gryzła lekko górną wargę, co było znakiem zafrasowania i zupełnie nie dodawało jej urody – Uczcijmy zatem ucztą twoją pierwszą duszę wprowadzoną do Nieba!
- Nareszcie mówisz rozsądnie! – ucieszyła się Aniela – Co będziemy jedli? Nic pruskiego, mam nadzieję?
- Możesz zażyczyć sobie wszystkiego, o czym zamarzysz – powiedział Piotr i skinął ręką na cherubinka, który podał Anieli wytworną kartę dań. Na czerpanym papierze zdobionym w delikatne prążki tłoczyły się nazwy najwykwintniejszych potraw świata, krzycząc złotymi literami do Anieli: Wybierz mnie! Wybierz mnie!
Aniela zanurzyła się w lekturze z rozkoszą. Na chwilę. Na dwie chwile. Na trzy…
- Zdecydowałaś się? Mija właśnie piąte stulecie, odkąd zaczęłaś czytać.
- Tak. Poproszę placki ziemniaczane – powiedziała grzecznie Aniela.
Piotr stłumił uśmiech i patrzył, jak Aniela pochłania placki. Sam, jak zwykle, zadowolił się pszennym chlebem i oliwkami.
- Nie jesteś kosztowny w utrzymaniu – zauważyła Aniela.
Piotr wyciągnął w jej stronę kielich wina:
- Chardonnay Chablis-Vaudesir Grand Cru. Na czymś muszę oszczędzać, więc wybieram tańszy chleb.
- Po co oszczędzać w Niebie? – zdziwiła się Aniela.
- Taki przewrotny hedonizm, zrozumiesz, jak pobędziesz tu dłużej. Pragmatyzm, który nie dopuszcza do przesytu. Bunt wobec konsumpcjonizmu, w który łatwo popaść w tych okolicznościach. I takie tam. Pozwolisz, że napełnię twój kieliszek?
- Nie, dziękuję – skrzywiła się Aniela – Wolę coś prostszego.
- Co jest twoim zdaniem prostsze od wina?
- Filiżanka herbaty i tort orzechowy – uśmiechnęła się Aniela do cherubinka, a Piotr wzruszył bezradnie ramionami.
Po trzecim kawałku tortu Aniela wstała, zaplątała się w swoją długą szatę i rozdarła ją aż do bioder.
- Ależ niewygodne te wasze kiecki! Kto je tu projektuje?
- Mamy najlepszych projektantów, ale możesz się ubrać w coś zupełnie innego. Pastelowe zwiewne szaty są najmodniejsze, lecz nie obowiązkowe.
- W takim razie chcę czerwoną sukienkę w białe groszki i czerwone pantofelki z kokardkami.
Na obcasach. Albo nie: białą sukienkę, a groszki czerwone. Czy granatową w białe punkciki, jak sądzisz? I pończochy i… może klipsy? – rozpędziła się Aniela – Nie, nie, bez ostentacji! Czerwień jest zbyt krzykliwa, zostańmy przy beżu, do tego czerwony pasek… Jest tu gdzieś lustro?
Usłużny cherubinek podsunął jej natychmiast kryształowe lustro, Aniela przejrzała się w nim z zadowoleniem.
- Jeszcze słomkowy kapelusz ze wstążką! Jak wyglądam? – odwróciła się do Piotra.
- Może być – odparł Piotr, który uważał, że Aniela wygląda głupio, ale nie chciał jej robić przykrości. 
Aniela przysunęła fotelik do Bramy, zasiadła na nim uroczyście i oparła nogi o framugę Bramy, żeby podziwiać kokardki na pantofelkach.
Piotr pomyślał, że nigdy, przenigdy nie zrozumie duszy, która ziemskie życie przeżyła jako kobieta.
Nie miał zresztą czasu na uczynienie jakiekolwiek próby w tym kierunku, gdyż jego uwagę odwrócił szum ciężkich szat, a w ślad za szumem objawiły się dwie strzeliste postaci odziane w lniane habity. W jednej z nich zdumiony Piotr rozpoznał Pantofletę.
- Wszystko dla Boga, Kościoła i naszego Zgromadzenia – odezwała się uroczyście Pantofleta.
- Zwariowałaś, Pantofleto? – nie wytrzymał Piotr – Dlaczego wy wszystkie dzisiaj się tak dziwacznie przebieracie? I dlaczego tak dziwnie mówisz?
- Wstąpiłam do zakonu i noszę teraz imię Sanktuaria. Obecna tu siostra Kolegiata towarzyszy mi w trudach zakonnego życia. Słowa, którymi się do ciebie zwróciłam, są naszym powitaniem.
- Jak się na nie odpowiada, siostro Sanktuario?
- Takoż! – odparła Pantofleta donośnie.
- Takoż! – powtórzył Piotr z zachwytem – Doskonałe! A jakoż, przepraszam, jakież są trudy, które ponosicie, drogie siostry i po cóż?
- Umartwienia, posty, milczenie – zaczęła wyliczać Pantofleta.
- Milczenie! – przerwał ucieszony Piotr – Ono w oczach Boga jest szczególnie cenne, jeśli mogę coś zasugerować.
- Trud milczenia wzięła na siebie siostra Kolegiata – odparła cierpko Pantofleta – Ja na swoje wątłe barki wzięłam trud napominania grzeszników i nawracania niewiernych.
- Znalezienie grzesznika w Niebie jest pewną sztuką – zauważył Piotr, jak się okazało, na swoją zgubę.
- Taak? – krzyknęła Pantofleta i wycelowała w Piotra kościsty palec w geście jednoznacznego potępienia – Wpuszczasz tu każdego, kto się przyplącze, całe Niebo roi się od grzeszników! A ta bezwstydnica jest najgorsza! Jak śmie tak się zachowywać? Co to w ogóle jest? – wrzasnęła, wskazując nogi Anieli oparte, o zgrozo, o Bramę (uświęconą wielowiekową tradycją czy czymś takim, Pantofleta nie miała teraz głowy do precyzyjnych określeń).
- To dzieła Boże – odparła bezczelnie Aniela – W dodatku jedne z bardziej udanych, siostro Sanktulino. Ładnie ci w tym szarym habicie – dodała uprzejmie – Bardzo pasuje do twojej cery.
Chude policzki Pantoflety zrobiły się fioletowe ze złości.
- Ta śliwka też gustowna – dołożyła jej natychmiast Aniela – Od razu cię ożywia.
- Dosyć! – zdenerwował się Piotr – Aniela za Bramę, ktoś na ciebie czeka, a wy obie pomilczcie w intencji waszej siostry, żeby jej się charakterek poprawił. I cisza ma być!
Sanktuaria i Kolegiata przysiadły z boku otulone w obłoczki ciężkiej obrazy, a Piotr
popchnął Anielę w stronę niebiańskiego progu, przed którym czekała malownicza postać
otulona w czarną pelerynę. Stroju dopełniał szerokoskrzydły kapelusz, a w interesująco męskiej, jak natychmiast zauważyła Aniela, twarzy błyszczały demoniczne czarne oczy.
Intrygująca postać trzymała na ręku niewielkiego, białego, niesamowicie kudłatego psa, (prawdopodobnie przodem psa do przodu, ale chwilowo trudno było to ustalić).
- Pan poeta? Pan poeta? – zapytała zachwycona Aniela, bo jakoś jej się przypomniał Wyspiański.
- Poeta, niebiańska istoto! – ukłonił się zamaszyście i wyrecytował:
Więc uwielbiałem gwiazdy,
Liryczny okultysta,
Dlatego, że uśmiech twój każdy
To była droga gwiaździsta.

Zadowolona Aniela zerknęła na Piotra, ale ten popukał się w czoło.
- To Broniewski, proszę pana – powiedziała więc surowo do poety – Proszę zadeklamować swój wiersz!
- Jeśli pani pozwoli, ofiaruję jej swój tomik z autografem, a Limeryk zadeklamuje coś własnego.
- Limeryk? – zdumiała się Aniela – On też jest poetą?
- Limeryku, bądź łaskaw – zwrócił się poeta do psa i postawił go na ziemi.
Limeryk strząsnął z nosa grzywę i zadeklamował:

Juan Carlos, mąż krewkiej Ortezy
nie chce nosić przy gościach plerezy,
a że lanczyk się zbliża u diuka,
ona każe mu włożyć perukę
utrefioną w misterne anglezy!

- Co to za koszmarne bzdury? – jęknęła Aniela.
- Bzdury? – obraził się poeta – To bardzo dobry limeryk! W dodatku jak na psa!
- Jak na psa… owszem – zgodziła się Aniela – Za życia był na pewno sławny?
 - Ależ skąd! Nikt mi nie wierzył, że on pisze limeryki!
- Nawet kiedy je recytował?
- Niestety, nie chciał recytować – powiedział ze smutkiem poeta.
Aniela pogłaskała czule Limeryka po zmierzwionych uszach:
- Wyrecytujesz jeszcze coś?
Limeryk potrząsnął odmownie grzywą, a poeta wziął Anielę pod łokieć i szepnął jej cichutko do ucha:
- Pozostałe są bardzo nieprzyzwoite…
- Skoro tak… to trudno, ale nie martw się, urządzimy wam wieczór autorski.
Do zobaczenia! – powiedziała Aniela, a poeta i pies przekroczyli Bramę.
- Do zobaczenia wkrótce, niebiańska istoto!
Limeryk pognał natychmiast za pierwszym przechodzącym przez drogę kotem, a poeta pobiegł za nim, żeby nie stracić go z oczu.
Pantofletę rozsadzała chęć powiedzenia czegoś, ale Piotr pogroził jej palcem.
- Zapomniałaś go zapytać, jak się nazywa – powiedział uszczypliwie do Anieli – A gdyby cię widział przy tych plackach ziemniaczanych, nie nazwałby cię istotą niebiańską!
- Nie szkodzi, zapytam przy okazji – odparła jak zwykle niefrasobliwie Aniela, lekceważąc drugą część wypowiedzi Piotra.
Ucałowała Oriona w miękkie ucho:
 - Ty nie piszesz limeryków, ale i tak jesteś najcudowniejszym psem w Niebie.
Orion pomachał wesoło ogonem i spojrzał na nią z miłością większą niż całe ogromne Niebo.









10 komentarzy:

  1. Rewelacja!:-) Ironiczny, dowcipny, napisany lekkim piórem tekst:-) Trudno ich wszytskich nie kochać!
    No i nie czekać na kolejny odcinek...
    Pozdrawiam serdecznie:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kwiczałam ze śmiechu, zwłaszcza przy jednym zdaniu, które jest zawołaniem zgromadzenia, super! Aniela jest boska ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze tylko odpustów brakuje - i będzie jak w .... Niebie ;-)
    Nie daj czekać tak długo następnym razem Ori, please...

    OdpowiedzUsuń
  4. w końcu:))) Uwielbiam...

    OdpowiedzUsuń
  5. Juz nie będę pisała,że cześciej ma być, bo pewnie nie będzie;) Aniela ma własną cykliczność i wymagania. W takim układzie odcinki anielskiego życia układają sie w krótkie "rozdzialiki" każdy trochę niezależny. Też ciekawie, chociaż marzyła mi się pooooowieść;)Dobrze się Ciebie czyta:)))
    Jak ja lubię Twoje cięte pióro:) I limeryki też lubię:) Uściski serdeczne.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeśli w Niebie można nosić suknię w grochy i dokuczać Pantoflecie, to nie jest tam tak źle, jak opowiadają :DDDDD

    Pozdrowienia śle ogarzy fan-klub :DDD

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam nadzieję, że Panofleta nie pozbyła się Anieli, perfidnie i permanentnie.... Anielu sybarytko, w groszkowej sukience.... WRACAJ !!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Podejrzewam mord na Anieli przez rządną wendety Sanktuarię... do stu diabłów.....

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń