piątek, 18 lutego 2011

4

Orion obwąchał pobieżnie szary podniszczony garnitur, w który była ubrana dusza, a który sugerował jej płeć mniej więcej męską. Zapach nie niósł żadnych smakowitych skojarzeń, więc Orion machnął rozczarowanym ogonem i położył się pod drzewem.
 Blade szczupłe policzki duszy, zmarszczki na czole i wokół oczu wskazywały natomiast, że  większość ziemskiego czasu człowiek w garniturze (a niewątpliwie do trumny ustrojono go w najlepszy strój) spędzał w dusznych pokojach, przy słabo mrugających lampkach, zapewne, o zgrozo, w bibliotekach.
„Humanista” – oceniła zawiedziona Aniela. Wolałaby, aby pierwsza dusza, jaką przyszło jej witać na progu Niebios, była bardziej efektowna, ale dobre serce energicznej pomocnicy świętego Piotra zawstydziło się zaraz takich myśli i Aniela, chcąc dodać biedakowi otuchy, błysnęła zębami w jeszcze szerszym reprezentacyjnym uśmiechu i otworzyła ramiona w powitalnym geście, co wprawiło duszę w śmiertelne przerażenie:
 - Bogurodzica Dziewica, Bogiem sławiena… – wymamrotał nabożnie szary garnitur.
- Panie, jaka Bogurodzica! – machnęła ręką Aniela – Bogurodzica nie wita nawet papieży, a ja jestem Aniela, pomocnica świętego Piotra. Pan polonista? – zapytała ze współczuciem.
- Profesor Kajetan Prztyk – Prztyński. Językoznawca. Ba… badałem języki Słowian wschodnich i ludów nadbałtyckich – wyjąkała dusza.
- Pasjonujące! – powiedziała uprzejmie Aniela i przypomniała sobie ze wstrętem, co myślała o ludach słowiańskich i ich językach pewnego nader odległego lata, gdy wakacje umilała sobie pięknem języka starocerkiewnosłowiańskiego do egzaminu poprawkowego.
 Do reszty straciła zainteresowanie przybyszem i zapragnęła jak najszybciej przepchnąć go na druga stronę. „Szkoda, że nie zapytałam Piotra, co mam robić” – pomyślała. Niecny Stróż Niebiański zapadł był właśnie w miłą drzemkę i nie wyglądał na osobę skłonną do pomocy.
Co robić, denerwowała się Aniela, w jakąś księgę go wpisać, może z grzechów przepytać?
Starała się przypomnieć sobie własne przekroczenie Bramy, niestety, nie pamiętała zupełnie nic. Zostało jej wrażenie czegoś miłego, delikatnego, miękkiego i trudnego do określenia, czegoś podobnego do ptasiego mleczka, chociaż niemożliwe chyba, żeby wtedy od razu dawali jej jeść?
- Co pan ma ze sobą? – zapytała, wskazując plik papieru ujętego w gruby tekturowy segregator, który dusza z wysiłkiem i wielką troską przyciskała do piersi.
- To mój największy skarb! – rozjaśnił się profesor – Próba rekonstrukcji języka Prusów!
Po trzydziestu latach pracy byłem już prawie gotów do napisania słownika i ot, okrutna śmierć…
- … przerwała dzieło – dokończyła domyślnie Aniela, która już była pewna, że to wariat.
Pytanie go o grzechy nie miało sensu – Czekaliśmy na nie w Niebie z niecierpliwością.
Proszę, niech pan wejdzie – dodała, zastanawiając się, czy w Niebie przewiduje się kary za kłamstwo.
Profesor przekroczył Bramę jeszcze niepewnie, przygarbiony, poszarzały, a po chwili Aniela dostrzegła, jak wyprostował się, pojaśniał i poszedł przed siebie sprężystym krokiem lekkoatlety.
Aniela z poczuciem dobrze wykonanej pracy rzuciła się na fotelik i zamierzała pokrzepić się czymś słodkim, gdy przeraźliwy wrzask profesora zepsuł jej błogą chwilę. Piotr obudził się
i zerknął na drogę, po której profesor pruł powietrze w dzikim pędzie, krzycząc nadal głośno trudne do zidentyfikowania wyrazy.
- Co mu się stało? – przeraziła się Aniela
- Zrozumiał język Prusów – przeciągnął się Piotr – Krzyczy z radości.
- Wiedziałam, ze wariat – wzruszyła ramionami Aniela – Dokąd tak popędził?
- Nie wariat, moja miła, tylko pasjonat! Poświęcił cale życie na badanie wymarłego języka, a teraz zrozumiał go w ciągu jednej sekundy. Można oszaleć ze szczęścia, prawda?
- Po co mu ten język? – Aniela pozostała nieczuła i sceptyczna – I dokąd go teraz poniosło?
- Do Prusów, oczywiście. Nareszcie ma z kim pogadać.
- To oni tutaj są?! Ci poganie?
- Oczywiście, że są. Gdzie niby mają być?
- A co na to Krzyżacy? – zainteresowała się Aniela – Cieszą się z sąsiedztwa?
- Rozczaruję cię: żyją w idealnej zgodzie, złośliwa istoto.
- Jak tego dokonaliście?
- Na początku było trudno – przyznał Piotr – Obie strony próbowały sobie „wyjaśniać historię” i mieliśmy trochę zamieszania. Ale kiedy Pantofleta wystąpiła z propozycją serii odczytów ekumenicznych, natychmiast się pogodzili.
- Odczyty się zmarnowały? – zmartwiła się Aniela
- Boże uchowaj! Pantofleta, po lekkich przeróbkach, pogodziła nimi ze sobą zwaśnione plemiona Indian, dwa pisma katolickie wydawane w jednym mieście oraz dwóch mułłów odmiennie interpretujących pewien werset Koranu. Na szczęście dla nas, mułłów odmiennie interpretujących jest bardzo wielu i Pantofleta na pewien czas przeniosła się do muzułmanów.
Mieliśmy trochę spokoju. No, ale wróciła.
- Pantofleta jest niebywale kreatywna, prawda? 
- I nieśmiertelna, moja droga, nieśmiertelna! A te dwie cechy to bardzo wybuchowa mieszanka! – podsumował Piotr, a Orion potwierdził jego słowa energicznym i głośnym szczekaniem.