środa, 29 grudnia 2010

3

Zanim Pan zaryzykował odpowiedź na to trudne pytanie, droga wysadzana hortensjami zaszeleściła, zafurkotała, zapieniła się falami jedwabnych spódnic, w które spowita była niezmiernie wysoka i chuda postać śpiesząca ku Bramie. Nie tylko spowita. Zamotana, obłóczona, otulona, owinięta. Ponad falami jedwabiu niczym końcówka łodzi podwodnej wychylał się długi nos, a za nim reszta oblicza.
- Witaj, Pantofleto – spróbował ucieszyć się Piotr.
- Przyniosłam ci nowe pantofle, Piotrze, przymierz! – zawołała radośnie Pantofleta, wyjmując z woreczka szare filcowe pantofle. Haftowane w zielone grzybki. W grzybki zdobione białymi kropeczkami. Oblicze Piotra na ten widok także trochę zzieleniało.
- Pozwól, że ci najpierw przedstawię moją towarzyszkę… – powiedział uprzejmie i z nadzieją, że odwróci skutecznie uwagę artystki i odwlecze upiorną chwilę, gdy wytwory jej talentu przyozdobią mu stopy.
Pantofleta oczywiście od razu zauważyła Anielę i dlatego postanowiła udawać, że jej nie widzi.
- Piotrze drogi – przerwała mu bez ceremonii – Marzyłam o chwili, gdy te pantofle ogrzeją twoje biedne zmarznięte nogi! Pantofle mają moherowe wkładki i są mięciutkie jak… jak małe kurczątka! – rozczuliła się.
- To jest Aniela – ratował się jeszcze Piotr – Będzie mi pomagała witać nowe dusze…
Pantofleta rzuciła w stronę Anieli uśmieszek słodki jak kwasek cytrynowy oraz spojrzenie,
które łamacz szyfrów mógłby opisać następująco: „Spadaj stąd, małpo, natychmiast, to moje terytorium”, a reszta tłumaczenia nie nadaje się do druku.
- Dlaczego grzybki są zielone? – zapytała Aniela, która doskonale zrozumiała szczególnie drugą część szyfru – Zabrakło ci czerwonego moheru… wielebna matko?

I stało się.
Błyskawice w oczach Pantoflety rozjarzyły niebo niczym wybuch tysięcy fajerwerków.  Mały aniołek śpiący na obłoczku nad Bramą oprzytomniał w jednej chwili, zeskoczył przerażony, że przespał podniosły moment wkraczania do Niebios jakiejś ważnej duszy, wrzasnął na wszelki wypadek „Hosanna!”, zobaczył, co się dzieje, zrobiło mu się głupio i uciekł.
Orion schował się z piskiem za spódnicę Anieli, a Piotr milczał.
Milczał tak skutecznie, że nie zauważył, iż kłótnia pań ze szczebla osobistego przeniosła się na obszar teologiczny.
- Jak ci się tu nie podoba, to idź sobie do piekła! – krzyczała Pantofleta.
- Piekła nie ma! – odgryzła się Aniela – Przecież ty pierwsza byś w nim siedziała!
- Piotrze, powiedz tej ignorantce, że JEST piekło! – zapiekliła się Pantofleta.
- Nie ma, nie ma! Powiedz jej!
- Jest – wyjąkał przerażony Piotr, myśląc w tej chwili o piekle raczej z sympatią.
- Ale puste, puste! – wydzierała się Aniela – To jest tylko metafora!
- Metafora! – zaśmiała się szyderczo Pantofleta – Nieźle byś tam sobie przypaliła ten chudy zadek!
- Uspokójcie się! – ryknął Piotr – Jak to możliwe, że we wszystkich częściach Nieba panuje niebiański spokój, a w chrześcijańskiej ciągle awantury!
- Jakie hurysy, taki Raj – odpowiedziała słodko Aniela. Tego ciosu przeciwniczka już nie była w stanie odeprzeć.
- Jędza! – wysyczała, zafurkotała tęczą spódnic i oddaliła się pośpiesznie. Aniela wygrała pierwszą bitwę.
- Przesadziłaś! – powiedział surowo Piotr - To ją mocno zraniło.
Aniela nie była jednak w nastroju do odczuwania wyrzutów sumienia.
- Jaki delikatny kurczaczek, myślałby kto! Przypomina raczej orlicę po przejściu trąby powietrznej!
Piotr zakrztusił się powstrzymywanym długo śmiechem. Celność uwag Anieli wystawiała na szwank powagę urzędu Boskiego Klucznika. Na szczęście rzut oka na pantofle w zielone grzybki od razu popsuł mu humor. Było jasne, że będzie musiał je założyć, by ulżyć zbolałej duszy Pantoflety. I filcowe pantofle haftowane w filuterne muchomorki będą pierwszym widokiem, jaki ujrzą przybywające do Bramy dusze. A obok będzie Aniela, po której można się spodziewać wszystkiego.
- Piotrze, wytłumacz mi, jak to jest z piekłem! – poprosiła Aniela, która tymczasem pochłonęła resztę czekoladek z marcepanem i rozglądała się za czymś nowym do zjedzenia – Naprawdę istnieje? Takie prawdziwe…piekielne?
- Najpiekielniejsze! – zapewnił ją Piotr – Gorące i paskudne jak wszyscy diabli.
- Jak to? – przeraziła się Aniela – Przecież Bóg jest dobry i mądry i ma inne sposoby na tych, no, na grzeszników, nie wtrąca ich tam na wieczność?!
- Oczywiście, że nie – uspokoił ją Piotr – Piekło jest prawdziwe i puste. Wiesz, to coś w rodzaju…hm, skansenu.
 - Skansenu? – zdumiała się Aniela – Opłaca się trzymać taki skansen?
- Zapewniam cię, że tak! Piekło jest bardzo pożyteczne. Trzymamy tam pasjonatów. Jeden na przykład robi odwierty geotermiczne. Trzeba tylko pilnować, żeby od czasu do czasu trafił na jakieś źródło, bo jak się nudzi, to wraca tutaj i zakłada radio albo uniwersytet. Pantofleta się zaraz w to angażuje i robi dużo zamieszania.
- Dziwnie jest w Niebie – powiedziała Aniela i nie zdążyła dodać nic więcej, bo nagle Orion skoczył z głośnym szczekaniem w stronę Bramy, przed którą stała cichutka i bardzo wystraszona dusza.
- Mamy gościa! – uśmiechnął się Piotr - Twoja pierwsza dusza na progu Nieba! Czy możesz mi obiecać, że bez względu na okoliczności będziesz miła, uprzejma i będziesz trzymała swój wredny języczek za zębami?
Aniela zastanowiła się przez moment.
- To wykluczone! – powiedziała i uśmiechnęła się promiennie do nowicjusza:
- Witaj w Niebie!