sobota, 27 listopada 2010

1.

Kiedy Aniela po bardzo długim życiu trafiła do Nieba, przez pewien czas robiła to, co lubiła robić najbardziej – to znaczy, nie robiła nic. Przez tydzień, może dwa rozkoszowała się ulubionym widoczkiem: lekko zamglone góry tonące w pianie jodeł ( w Niebie dostępny był każdy ziemski widok i każda pora roku równocześnie), jadła szarlotkę i tort czekoladowy, brzoskwinie i melony i marzyła…
Nie tęskniła za nikim, nikogo nie chciała odszukać. Na razie. Przez chwileczkę.
Wystarczała jej cisza i rzeczywiście niebiański spokój, który był nieskończenie bardziej cudowny niż wszelkie o nim wyobrażenia. I Orion, który czekał tu na nią już bardzo, bardzo długo i miał tak samo bursztynowe spojrzenie i tak samo zimny nos jak kiedyś.
Niestety, nawet w Wieczności nic nie trwa wiecznie. Aniela właśnie najbezczelniej wyjadała krem z kremówek, nie troszcząc się, że poplami kartki czytanej książki (w Niebie problem plam wszak nie istniał). Nadmienić trzeba, iż Aniela po wdarciu się do niebiańskiej biblioteki  
natychmiast zapomniała o składanych sobie obietnicach, że w Wieczności przeczyta wreszcie wszystkie ambitne książki, na które w życiu na szczęście nie miała czasu, odsunęła ze wstrętem młodą literaturę mongolską i postmodernistów tureckich i wybrała z półki… nie, lepiej nie zdradzać, co takiego ambitnego wybrała Aniela.
Gdy więc Aniela najbezczelniej czyniła spustoszenie w kremie i w swoim intelekcie,
usłyszała delikatne pukanie do drzwi. Za drzwiami stał, uśmiechając się miło, święty Piotr.
 Nie miał brody, siwiejące na skroniach włosy były bardzo bujne, a pod białą szatą prężył się tors godny gladiatora.
- Przydomek Skała zobowiązuje, prawda? - powiedział do lekko zdziwionej Anieli – Przyszedłem zapytać, czy nie masz ochoty na jakieś urozmaicenie?
- Nie! – odpowiedziała energicznie Aniela – Chciałabym jeszcze trochę odpocząć, dopiero zaczęłam.
- Minęło już kilka stuleci, wygląda na to, ze jesteś w odpoczywaniu nienasycona – odparł święty Piotr lekko uszczypliwie.
- Dziwisz się? – wzruszyła ramionami Aniela – Mam po czym odpoczywać! Myślałam, że minął dopiero tydzień.
- Jesteś mi potrzebna. Marzę o twoim towarzystwie przy Bramie.
- To na pewno będzie nudne – skrzywiła się Aniela
- Ależ skąd! Zapewniam cię, że to lepsze miejsce widokowe niż stolik w paryskiej kawiarni. Tłumy dusz się tam kręcą, a jedna ciekawsza od drugiej!
- Ja wolę spokój - mruknęła Aniela – A święty spokój jest tu podobno gwarantowany.
- Nie grymaś, spodoba ci się. A przy okazji pokażę ci kawałek Nieba.
Piotr poprawił aureolkę na głowie Anieli i wskazał jej drogę, która wiła się uroczo wśród krzewów piwonii i hortensji. Przygotował drogę tak, jak lubiła i natychmiast tego pożałował, gdyż Aniela przystawała w zachwycie nad każdym kwiatkiem.
Orion niestrudzenie biegł za nią i sikał na każdy krzew.
- Próbuję powstrzymać się od uwag, ale jest to najgorzej wychowany pies w Wieczności – powiedział Piotr.
- Wiem – odparła beztrosko Aniela – Sama go przecież wychowałam!
A co to jest? – zdziwiła się, słysząc niewyraźny, narastający szmer, który wkrótce dał się rozpoznać jako brzęczenie polifonicznych melodyjek.
- To skupisko ubogich w duchu – wyjaśnił Piotr i pokazał Anieli dolinkę, gdzie
 dusze z porządnie wygolonymi karkami stukały z pasją w klawiatury telefonów komórkowych.
- Po co im te telefony? Czy tutaj jest zasięg?
- Ależ skąd, nie ma! Jeden operator wprawdzie obiecywał, ale chciał tylko dla rodziny, więc się nie opłacało ciągnąć kabli. Ci w dolinie ściągają sobie melodyjki.
Nie przyglądaj im się z takim obrzydzeniem! Tu każdy jest szczęśliwy tak, jak sobie wymarzył.
Aniela nadal stała nieruchomo, gryząc dolną wargę i rozszerzając dziurki od nosa, co było u niej wyrazem najwyższego – dodajmy, rzadko doznawanego – skupienia.
- Chodźmy dalej – powiedział Piotr, który przyglądał się Anieli z radością zabarwioną mało niebiańskim szelmostwem.
Nie dane im było jednak zbyt długo wędrować spokojnie, gdyż Aniela tym razem przystanęła na widok jasnobłękitnej poświaty błyszczącej nad kolejną doliną.
- A to co znowu? – wyjąkała – Wygląda jak blask niezliczonej ilości ekranów telewizyjnych!
- Bo to są telewizory. Prawie wszyscy je tutaj mają.
- Kpisz sobie ze mnie! – obraziła się Aniela.
 - Nie czytałaś Apokalipsy? „I wniosą do niego przepych i skarby narodów” – no to większość narodów wchodzi z telewizorami.
- „A nic nieczystego do niego nie wejdzie” – upierała się Aniela.
- Moja droga, te współczesne plazmy mają bardzo czysty odbiór, a poza tym powiem ci w sekrecie, że odkąd Hanka Mostowiak zaadoptowała dziewiąte dziecko, nawet Matka Boska ogląda „M jak miłość”! Przestań się wiercić i rozglądać, bo nie dojdziemy do Bramy w tym stuleciu!



7 komentarzy:

  1. Na tym blogu moje komentarze będą śmiertelnie poważne. Pióro masz świetne, ale to wiem nie od dziś. Czekałam, czekałam i nareszcie się doczekałam. Pisz, a ja będę czytać.
    Ps. Pamuka się nie czepiaj, też nieźle pisze;)
    Serdeczności:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Normalnie zakochałam się w Anieli i jej niebiańskich przygodach! dlatego proszę, nie, nie proszę, ja żądam abyś nie ustawała w pisaniu!
    Buziak wielki niebiańska istoto ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. No ależ? gdzie jest ciąg dalszy?!Tak się nie robi! Żądam ciągu dalszego, bo wpadnę w depresję...
    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  4. A więc jednak! (wiem, wiem, od "a" i "więc" zdania się nie zaczyna:);) Ori, moje gratulacje! Z niecierpliwością wypatruję (pomoże mi w tym RSS) kolejnych odcinków. Jeszcze życzenia... Tylu Twoich, wydanych książek, co w szablonie tego bloga!
    Mazel tow!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ha, ha, ha! Przepyszny odcinek :) Proszę o kolejne, bo bardzo zżyłam się już z tą niepospolitą osóbka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zrobiłaś mi ogromny prezent :)) I radość :))
    Po komentarzach już jestem pewna, że nie tylko mnie ;))

    To okrutne przerwać w TAKIM miejscu i kazać czekać!

    Uściski :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Zatem i ja tu zostaję, bo czytałam na przygody Anieli z zapartym tchem... i chcę więcej...!
    Najcieplejsze pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń